Dzisiejsze Jaworki to zupełnie inna jakość. W zasadzie to nie wieś, a miejscowość letniskowa. Jak grzyby po deszczu wyrastają tu nowe hotele i pensjonaty. Przyjezdni kupują i grodzą ziemię. Domy rozmaitych projektów i kształtów, drewniane, murowane, na kształt dworków albo z pretensjami do Podhala zalewają przestrzeń, pozbawiając dolinę sielskości i niegdysiejszego uroku. Po Rusinach Szlachtowskich, notorycznie przez wszystkich nazywanych dziś Łemkami, zostało zaledwie kilka chałup, krzyży, kapliczek i cerkiew. Piękna cerkiew wyremontowana dzięki staraniom miejscowego proboszcza jest ozdobą wsi. Warto zajrzeć do środka, wyciszyć się, pomyśleć…

Jako że Wąwóz Homole wszyscy znają, proponujemy wycieczkę na Wysoką nieco inną drogą, bez szlaku, polanami… Z rynku w centrum Jaworek wychodzimy wyraźną polną drogą na południe, od razu łagodnie pod górę. Początkowo płytkim wąwozem, trochę po kamieniach. Po chwili pośród „aromatycznych” pastwisk powstałych za sprawą intensywnego wypasu, jaki prowadzą tu miejscowi i podhalańscy bacowie. Droga niezwykle malownicza. Widać z niej doliny Grajcarka, Białej i Czarnej Wody, całe Jaworki z dominującą nad wsią cerkwią, bezleśne grzbiety i grzbieciki, a wszystko razem zamknięte potężnym masywem Pasma Radziejowej. Po około 20 minutach marszu, na kulminacji polany Bukowinki, napotykamy niewielki zgrzyt krajobrazowy. Mijamy bufet, nazywany szałasem. Obiekt gastronomiczny postawiony tu wbrew prawom logiki i estetyki. Budynek dziwny, pozbawiony proporcji, bezstylowy, z kilkoma przybudówkami, a do tego obsadzony tujami niczym chińska pagoda. Kuriozum wzniesione w otwartej przestrzeni, w najbardziej widokowym miejscu całego grzbietu.
Szybko opuszczamy to miejsce, by po chwili spokojnie utonąć w gąszczu jałowców i dobrze już podrośniętych samosiejek świerkowych, z których za chwilę wyłonią nam się urocze Jemeriskowe Skałki. W słoneczne dni białe i czerwone wapienie lśnią w słońcu, kontrastując z soczystą zielenią drzew. Pewnie dlatego skałki stanowią obowiązkowy sztafaż dla większości przechodzących tędy właścicieli smartfonów. Na rozgrzanych słońcem kamieniach wygrzewają się zwinki. Często natknąć się tu można na ładne okazy żmij.

Tuż obok wodopój dla owiec, z którego korzystają  również zdesperowani turyści. W przydrożnym rowie, wypełnionym nagrzaną w słońcu wodą, mnóstwo kumaków. W oddali okazale prezentuje się regularna zalesiona piramida Wysokiej.

Zaraz obok spośród jałowców wypełza kamienista ścieżka. To zielony szlak z Wąwozu Homole, który w tym miejscu łączy się z naszą drogą i będzie nam towarzyszył już do końca wędrówki.

Droga robi się szeroka, za to często błotnista i bardzo intensywnie, przez większą część roku, „pachnąca”. To efekt prowadzonych tu regularnie za pomocą ciężkiego sprzętu prac w lesie, zwózki drewna i pędzenia stad owiec. Ten odcinek szlaku zawsze przywodzi na myśl drogi wiodące na bezkresne połoniny w Karpatach ukraińskich czy rumuńskich.
Po kilku minutach marszu docieramy do niewielkiego obniżenia terenu i przekraczamy lichy potok. To Kamionka, ta sama, która nieco niżej konsekwentnie od tysięcy lat żłobi dolinę Homoli. Kilkadziesiąt metrów dalej, na skraju polany stoi wiata. Miejsce to ożywa w lipcu i sierpniu, kiedy łódzcy przewodnicy rozstawiają tu górską bazę namiotową. Warto zajrzeć, spróbować herbaty z osmolonego czajnika, pogadać o tym i o owym… Baza pod Wysoką stoi tu nieprzerwanie od 1985 roku, kiedy – o czym mało kto wie – została tu przeniesiona z Dubantowskiej Dolinki, leżącej u górnego wylotu Wąwozu Homole.

Od tego miejsca szlak nabiera zupełnie innego charakteru. Wygodna droga ucieka w prawo, szlak natomiast przechodzi w wąską, momentami mało czytelną pośród pastwisk ścieżkę. Robi się trochę bardziej stromo. Ścieżka wiedzie w kierunku stojących samotnie, widocznych z daleka potężnych drzew, buków i jaworów, pod którymi często siadają turyści. Jest to dobre miejsce do podziwiania coraz rozleglejszej panoramy. Polany pod Wysoką, bo tak nazywa się to miejsce, to jeden z ładniejszych zakątków całych Pienin. Do końca ostatniej wojny cały ten obszar wykorzystywany były przez miejscowych Rusinów pod uprawę roli. Po dziś dzień zachowały się ślady dawnych miedz, tworzące falistą strukturę grzbietów. Zaraz po wojnie Rusini „wyjechali”, góry opustoszały, ale tylko na chwilę, bo już w latach pięćdziesiątych pojawili się pod Wysoką ze swoimi stadami pasterze z Podhala. A że były to czasy powszechnej kolektywizacji, na polanach wokół doliny Białej Wody miał powstać jedyny w swoim rodzaju pasterski kołchoz. Wybudowano cztery ogromne bacówki, z których każda miała obsługiwać kilka tysięcy owiec. Na nieszczęście pomysłodawców projektu górale z właściwą sobie rezerwą podeszli do tematu i za nic nie chcieli korzystać z „nowoczesnej” infrastruktury. Budynki stały więc puste. Jedną z pamiątek tego okresu są leżące tuż przy szlaku, niezmiennie intrygujące turystów podążających na górę ruiny. To pozostałości jednej z niechcianych bacówek, którą ostatecznie przekazano w użytkowanie jakiejś organizacji studenckiej i zamieniono na schronisko. Niestety, podczas hucznej zabawy sylwestrowej w 1980 roku budynek spłonął…

Zaledwie kilka kroków dalej, pod lasem stoi tablica informująca, że oto wchodzimy na teren rezerwatu przyrody. Rezerwat krajobrazowy Wysokie Skałki obejmuje swym zasięgiem szczytowe partie Wysokiej. Został utworzony w 1961 roku dla ochrony jedynego w Pieninach fragmentu naturalnego boru świerkowego. Faktycznie jest tu trochę świerka, ale ostatnimi laty las na stokach Wysokiej ulega intensywnej przemianie. Świerki wysychają, a ich miejsce zajmują buki i jawory.

Obecnie dominuje tu las nazywany przez specjalistów żyzną buczyną karpacką. W runie rośnie wiele ciekawych gatunków roślin, takich jak żywiec gruczołowaty, lilia złotogłów, modrzyk górski, tojad dzióbaty, łany mocno pachnącej miesiącznicy trwałej. Szlak prowadzący przez rezerwat jest bardzo stromy i wyjątkowo źle ułożony z gładkich bloków wapiennych, przez co jest wiecznie śliski i bardzo niebezpieczny. Lepiej iść bokiem. Docieramy do skrzyżowania szlaków. Od tego miejsca musimy jeszcze kilkadziesiąt metrów podejść za znakami niebieskimi do słupka granicznego na grzbiecie, skąd dalej na szczyt nieoznakowaną ścieżką. By ułatwić dojście, na trudniejszych fragmentach ścieżki zamontowano stalowe schody i poręcze.

Bariery pojawiły się również na szczycie, czyniąc go „bardziej przyjaznym” dla turystów, co niekoniecznie pozytywnie odbiło się na przyrodniczej kondycji rezerwatu oraz urodzie miejsca. Mimo wszystko na szczyt wejść warto. Jest przecież Wysoka najwyższą górą Pienin, a panorama ze szczytu należy do najciekawszych i najrozleglejszych w tej części Karpat. Przy dobrej pogodzie widać stąd: na zachodzie plecy Haligowskich Skał, masyw Płaśni i bezleśną kopułę Wysokiego Wierchu, a za nią najeżone skałami Pieniny Właściwe z charakterystyczną garbatą sylwetką Trzech Koron. Dalej Żar w Pieninach Spiskich, a na horyzoncie Pilsko, Babią Górę i Policę. Bardziej w prawo Gorce z Turbaczem i Lubaniem. Od północy oba pasma Beskidu Sądeckiego, a nawet Buszów, najwyższy szczyt Beskidu Niskiego. Na wschodzie, za Kotliną Lubowelską, gdzie wyraźnie widoczne są ruiny zamku w Starej Lubowni, piętrzy się masyw Gór Czergowskich, z dominującym Minczolem. W prawo od niego Bachureń, ginący za Górami Lewockimi i regularne stożki Straży w okolicach Preszowa. Na południu Magura Spiska, za nią kopa Kralowej Holi w Niżnych Tatrach i wreszcie Tatry.

W dolinach miejscowości: na północy Szczawnica, Szlachtowa i Jaworki, na południu Wielki Lipnik i Haligowce.

Warto zwrócić uwagę, że wychodnia skalna tworząca szczyt Wysokiej zbudowana jest z czerwonych wapieni bulastych, nazywanych również amonitowymi. Są to jedne z najstarszych skał tworzących Pieniny. Takie same utwory tworzą choćby górę zamkową w Czorsztynie. Wprawne oko bez problemu odnajdzie w nich skamieniałe szczątki prastarych morskich stworzeń…

Ze szczytu schodzimy tą samą drogą do skrzyżowania szlaków, skąd za biegnącymi wspólnie znakami zielonymi i niebieskimi, trawersując Wysoką od północy, po kilkunastu minutach marszu ponownie docieramy do grzbietu i granicy państwa. Tutaj znajduje się drogowskaz i tablica z informacją, że słowackie Małe Pieniny są parkiem narodowym. Warto o tym pamiętać, gdyż słowaccy leśnicy bezpardonowo – za co należy im się pochwała, traktują osoby łamiące przepisy w terenie chronionym. Szlak niebieski biegnie dalej grzbietem wzdłuż granicy, my natomiast za znakami zielonymi przechodzimy na cieplejszą, spiską stronę grzbietu. Niekończącym się ciągiem początkowo niewielkich śródleśnych polan, wreszcie rozległych pastwisk, schodzimy do przełęczy nad Stranianami. Stąd do wsi i przystanku autobusowego we wsi jest jeszcze około 10 minut.

W Stranianach przed wiekami mieszkali Węgrzy. Wieś nazywała się wtedy Polyvark. Później osiedlili się tu Rusini i tak już zostało. Całe wieki karczowali las, paśli woły i uprawiali ziemię. Byli dobrymi rzemieślnikami. W całej okolicy słynęli z drutowania garnków. W czasach nędzy, początkiem XIX wieku, sporo ich wyjechało za Wielką Wodę za chlebem. Nie wracali potem w rodzinne strony.

Będąc we wsi, warto zajrzeć do cerkwi. Nie jest to zabytek stary, bo zaledwie z 1857 roku, ale z bardzo ciekawym wyposażeniem wnętrza. Warto również przyjrzeć się kilku dobrze zachowanym rusińskim domom, a pod wieczór usiąść na przystanku i cierpliwie poczekać na autobus.