Litmanowa. Niewielu turystów przybywających w Pieniny zna to miejsce, nawet w przewodnikach po Słowacji próżno szukać tej nazwy. A mieszkańcy pienińskich wsi? Są tacy – choć jest ich niewielu – którzy doskonale wiedzą, po co chodzi się do Litmanowej – albo na odpust, albo na grzyby.

To pierwsza wieś, jaką spotyka się po przejściu doliny Białej Wody i przekroczeniu granicy państwowej. Patrząc od strony słowackiej, to najbardziej wciśnięta w góry podpienińska osada, na krańcu świata, gdzie drogi się kończą. Tutaj przebiega wschodnia granica Pienin – spod dwóch „dyskusyjnych” przełęczy, Rozdziela i Gromadzkiej (Obidzy), spływają potoki, które łączą się w Litmanowej i od tego miejsca rzeka Wielki Lipnik oddziela bezdyskusyjnie Pieniny od Gór Lubowelskich, mimo że pieniński pas skałkowy ciągnie się jeszcze kilkaset kilometrów dalej, aż po Rumunię.

To, co szczególnie przykuwa wzrok w tym rejonie, to górujące nad wsią wapienne pazury, miejscami wznoszące się tak blisko domów, że zdają się stać na podwórkach. To Litmanowskie Skałki, tworzące imponującą bramę, przez którą przeciska się potok i droga. W odróżnieniu od polskiej części Małych Pienin okolica zaskakuje czymś jeszcze: to rozsiane po polanach i łąkach liczne drewniane budynki, na kamiennych fundamentach, o niemal czarnych od słońca belkach i dachach pokrytych rdzewiejącą blachą. Gdyby zerknąć na jakąkolwiek słowacką mapę tych terenów, widać, że po polskiej stronie pustawo, a po drugiej stronie granicy gęsto rozsypane kwadraciki, podpisane: śopy, chaty, senniky… Są w różnym stanie – od dobrze zachowanych, zadbanych i najczęściej zamkniętych, przez smutne szkielety z wiatrem świszczącym przez odrzwia i otwory okienne, po zupełnie zawalone i gnijące w pokrzywach. To pozostałości po sezonowych gospodarstwach, do których przenosili się na lato mieszkańcy wsi wraz z całym inwentarzem. Były to zarówno budynki mieszkalne z niezbędnym wyposażeniem, jak również szopy na siano i stajnie. Wraz z łąką, polami uprawnymi i lasem należącymi do jednego właściciela tworzyły tzw. majdan.

Takim zakątkiem był Zwir – rozległa polana na łagodnym, południowym stoku Eliaszówki. To tutaj w 1990 roku zdarzyło się coś, co uczyniło z małej, zapomnianej wioski jedno z najbardziej znanych miejsc na Słowacji – na początku sierpnia na majdanie ukazała się dwóm dziewczynkom z Litmanowej Matka Boska. Przez pięć kolejnych lat co miesiąc, w niedzielę po pierwszym piątku odbywały się tam niezwykłe spotkania: w stojącej na polanie szopie jasna postać Maryi siadała na ławeczce pod ścianą i „rozmawiała” z przybywającymi w to miejsce coraz liczniej pielgrzymami. Widziały i słyszały ją tylko wspomniane dziewczęta, przekazując przesłanie pozostałym. Po tych wydarzeniach Zwir stał się miejscem kultu – początkowo obok szopy zbudowano prowizoryczną, otwartą kaplicę i zagospodarowano bijące w pobliżu źródła, wśród nich jedno z cudowną wodą. Dzisiaj putnicke miesto nad Litmanową jest zatwierdzone (dekretem władz kościelnych) jako oficjalne pielgrzymkowe miejsce modlitwy i Sanktuarium Maryjne, służące głównie słowackim Rusinom obrządku greckokatolickiego. Jednak jego dostępność dla wszystkich powoduje, że często gości grupy z Polski, przybywające na własne nabożeństwa.

W ostatnich latach na polanie pojawiły się imponujące, estetyczne budynki. Dominuje otwarta kaplica w formie szerokiej niszy ze strzelistą wieżą sterczącą wysoko ponad otaczający ją las. Obok dawna kaplica i przylegająca do niej nowa „szopa” z ławką Matki Boskiej, miejsce szczególnie czczone przez pielgrzymów. Dalej dom spowiedzi, zadaszone źródło św. Jana Chrzciciela, kaplica świeczek i ściana z dziękczynnymi tabliczkami. Zadziwiająca jest forma architektoniczna całego kompleksu, nawiązujqca do tradycyjnego budownictwa, zwłaszcza kryte gontem wieże; jak w starych cerkwiach i kościołach z terenów górskich. To nic, że bardziej przypominają wysmukłe świątynie z rumuńskich Karpat Marmaroskich, ważne, że harmonijnie współgrają z otoczeniem, z szacunkiem dla miejsca i historii.

Główny odpust w rocznicę objawień ma miejsce na początku sierpnia, chociaż uroczystości pielgrzymkowe odbywają się co miesiąc. To dzień, kiedy dolina u stóp Żwiru wypełnia się pątnikami, wielobarwnymi kramami, pojazdami z całej Słowacji, wśród licznych autokarów sporo rejestracji polskich i czeskich. Od parkingów – niczym drogowskazy – kierują wiernych na polanę stacje drogi krzyżowej. Nabożeństwo, mimo obecności najważniejszych duchownych greckokatolickich, ma charakter rodzinnego spotkania: większość uczestników siedzi na trawie, pod drzewami, ktoś przysypia na kocu, ktoś idzie z pojemnikami do źródła po uzdrawiającą wodę lub do szopy z „maryjną” ławeczką, niektórzy modlą się pod rzeźbionymi krzyżami, czasami wypadnie z lasu zabłocony i zdziwiony rowerzysta, przemknie pies. A po uroczystości zaczyna się prawdziwy piknik: nikt nie opuszcza sanktuarium, wszyscy wyciągają kanapki i świętują jeszcze kilka godzin. Chyba że dzień jest deszczowy…

Bohaterki wydarzeń sprzed dwudziestu lat to już dorosłe kobiety.

Nie mieszkają w Litmanowej, obie wyemigrowały, wpisując się niejako w los karpackich Rusinów. Może to ze szkodą dla miejscowości, wszak ich obecność sprzyjałaby wiarygodności objawień.

Z drugiej strony – być może niektórzy „pielgrzymi” nie daliby im spokoju…

Mimo sąsiedztwa sanktuarium i niewielkiego ośrodka narciarskiego Litmanowa nie wydaje się być wsią turystyczną – mało tutaj miejsc noclegowych, brak obiektów gastronomicznych, zabudowa zaniedbana, uliczki ciasne. A szkoda, bo jej lokalizacja – z racji skalistego otoczenia – należy do najciekawszych w Pieninach. Przeważa murowana zabudowa, chociaż tu i ówdzie dostrzec można pozostałości tradycyjnych, drewnianych obejść. Miejscowość przez kilkaset lat należała do Polski. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą ponoć z 1307 r., pojawia się też w dokumentach z 1412 r. dotyczących pożyczki udzielonej przez Polskę Węgrom – jako część majątku należącego do zamku w Starej Lubowni (pol. Stara Lubowla) weszła w skład zastawu za ów potężny „kredyt”. W 1570 r. (wg    niektórych    źródeł w 1567 r.) lokuje wieś na nowo starosta    spiski Mikołaj Maciejowski. Można przyjąć, że polską „własność” przerywają rozbiory kraju, chociaż formalnie nową państwowość tego zakątka Spiszą wyznaczają lata międzywojenne – po 1918 r. miejscowości zastawu leżą już po drugiej stronie granicy polsko-czechosłowackiej. W wydanym w 1914 r. „Ilustrowanym przewodniku po Galicyi” Mieczysław Orłowicz pisał jeszcze:

„W części polskiej Spiża zdarzają się wsie ruskie: Osturnia, Lipnik, Kamionka,
Folwark, Jaworzyna, Litmanowa, Krempach, po części Mniszek”.

Dzisiejsi mieszkańcy Litmanowej to głównie grekokatolicy, niewielka część wyznaje prawosławie. I jedni, i drudzy mają we wsi swoje świątynie. Starsza i ciekawsza jest cerkiew greckokatolicka, zbudowana w 1 778 r., z kompletnym ikonostasem z końca XIX w. Warto wybrać się do niej na nabożeństwo, by posłuchać czystego, mocnego śpiewu wiernych i przyjrzeć się złotym świętym na ikonach. Wśród nich Michał Archanioł, patron wsi, którego postać widnieje również w jej herbie. Sporo mieszkańców wyjechało za granicę w celach zarobkowych, emigracja z rusińskich wsi trwa od XIX w. po dzień dzisiejszy.

Dawni liimanowianie słynęli przede wszystkim z wędrownego druciarstwa, specjalizo-
wało się w nim kilka wsi, wśród nich leżaca po sąsiedzku Biała Woda.

Idzięmy garnki drutować

 

Na chrzciny i weseliska

 

Nie może być w domu gazdowskim

 

W skorupach żadna miska.
(…)

 

Idziemy sobie dalej

 

Garnki i miski drutować,
Rozejdziem się po świecie

 

Boże nas opatrz i prowadź.

Jan Kasprowicz „Druciarki”

Samochodem do Litmanowej dojechać można ze Starej Lubowli, z Pienin to prawie sześćdziesiąt kilometrów. Kto ma ochotę na dłuższa wycieczkę krajoznawcza; może wybrać wariant przez Stary Sącz/Piwniczną i Mniszek nad Popradem. Pieszo i rowerem najkrócej z Jaworek przez Białą Wodę i przełęcz Rozdziela, trasę można wydłużyć o przysiółek Obidza, a nawet o Eliaszówkę – z jej szczytu już bardzo blisko na Zwir, do putnickiego miesta…

Dla krajoznawców i geologów o naturze szperaczy i ryzykantów ma Litmanowa jeszcze jedną ciekawostkę. Jest nią Jaskinia Lodowa (Ladova jaskyńa, ladovńa, Jaskyńa v Ostrych skałkach), usytuowana w lesie, powyżej potoku Rozdziel, w pobliżu żółtego szlaku do Jaworek. Odnaleźć ją trudno, wiodą do niej ścieżki wydeptywane już tylko przez jelenie. Ale jeśli komuś się uda, znajdzie się w niezwykłej, skalistej scenerii wapiennego rumowiska Ostrych Skałek, gdzie mnóstwo szczelin, wiszących nad głową bloków skalnych, omszałych głazów, wykrotów i połamanych drzew. Nazwę jaskinia zawdzięcza temu, iż do późnego lata utrzymuje się w niej lód. Według pomiarów ma ok. 26 m długości, wcina się na głębokość 7 m od wylotu otworów wejściowych, co czyni z niej jedną z największych jaskiń w Pieninach. Niestety – prawdopodobnie w latach 80. minionego wieku, wejścia do podziemnych korytarzy zostały zasypane ze względów bezpieczeństwa.